Pedagogika CD
Prace z Pedagogiki
Strona Główna

Rodzaje dewiacji ich typy i znaczenia

Dewiacja negatywna tj. takie zachowanie które w poszczególnych grupach, środowiskach czy społeczeństwach traktowane są jako złe, czyli nie aprobowane.

W. Znaniecki wprowadził dwa pojęcia, tzw. zboczeńców podnormalnym i nadnormalnym ( jednostki odbiegające pozytywnie od oczekiwań normatywnych).

Koncepcja pozytywnej dewiacji społecznej łączy się obecnie z nazwiskami J. Kwaśniewskiego i A. Kojdera. Wg w/w autorów pozytywnymi dewiantami są m.in. honorowy dawca krwi, osoba ratująca życie z narażeniem życia własnego, twórca itd.

Wg Kwaśniewskiego zachowania o cechach pozytywnej dewiacji społecznej łączy to, że;

•  stanowią one odchylenie od normy powinności,

•  są wyrazem buntu wobec standardów przyjętych w danym środowisku,

•  charakteryzuje je nieegoistyczny typ motywacji,

•  ich skutkiem jest pozytywna dezorganizacja społeczna.

 

Dewiacją pozytywną są zachowania które wykraczają poza górną granice oczekiwań społecznych.

 

Wadą tej teorii jest to, że w ramach istniejących teorii dewiacji nie można wyjaśniać dewiacji pozytywnych, gdyż diametralnie różny jest bowiem typ motywacji do zachowań pro-i antyspołecznych.

 

Stygmaty w ujęciu Goffmana

 

Goffmana interesowały codzienne relacje osób normalnych z osobami, które mają pewne cechy uważane przez nie same lub przez inne osobny za gorsze.

Goffman wprowadził do swojej teorii dwa pojęcia tzw. tożsamości oczekiwanej i tożsamości rzeczywistej.

Oczekiwana społeczna tożsamość to wszystko to, czego oczekujemy lub wymagamy od człowieka , z którym mamy się zetknąć. Jednakże w bezpośredniej interakcji możemy doznać pozytywnego lub negatywnego zawodu.

Goffman wyróżnił trzy rodzaje stygmatów:

•  ułomność ciała ( różnorodne zniekształcenie fizyczne),

•  wady charakteru ( słaba wola, despotyczność, nieuczciwość),

•  stygmat plemienny ( rasa, narodowość, religia).

 

Zdaniem Goffmana można być potępianym i odrzucanym mimo, że nie uczyniło się nic złego, ale posiada się pewne cechy, które nie są aprobowane w danej kulturze.

Wg Goffmana pewne odmienności jednostki w stosunku do jej otoczenia są natychmiast widoczne ( deformacja twarzy, ślepota). Takie właściwości noszą nazwę zdyskredytowaną. Drugą kat. stygmatów są właściwości dyskredytujące. Są to takie właściwości, co do których jednostka zakłada , że otoczenie w danej chwili nic nie wie np. tendencje homoseksualne.

 

Dewiacja osiągnięta i przypisana

 

Milton Mankoff rozwinął myśl Goffmana, że stygmat może wynikać nie tylko z zachowania ale również z faktu bycia kimś innym.

Mankoff wyróżniał dwa rodzaje dewiacji:

•  dewiacje osiągniętą ( złodziej, zabójcy, prostytutki, narkomani, członkowie sekt religijnych, homoseksualiści)

•  d. przypisaną ( osoby chore, kalekie).

 

Istotą dewiacji osiągniętej jest to, że status wynikający z działania lub z jakiegoś zachowania jest naruszeniem normy. Natomiast w wypadku dewiacji przypisanej status dewianta uzyskuje się niezależnie od działania czy intencji. Zasadniczą różnicą miedzy dewiantami o statusie osiągniętym a przypisanym jest przede wszystkim brak intencji naruszania norm w statusie przypisanym jak również drugim występującym warunkiem w tym statusie jest reakcja społeczna. Jeżeli otoczenie nie postrzega ułomności i nie traktuje danej osoby w specyficzny sposób , to nie można mówić o dewiacji przypisanej. Dlatego też dewiacja przypisana jest całkowicie zależna nie od osoby ale od reakcji społecznej.

 

Naznaczanie i samonaznaczanie

 

Przedmiotem zainteresowania Goffmana były osoby samonaznaczone. Jednakże sprawą dla niego naprawdę ważną było to, w jaki sposób ludzie mający świadomość swego piętna radzą sobie w codziennych sytuacjach życiowych i jakie techniki stosują w celu kontrolowania informacji dotyczących ich inności.

Jednym z pierwszych badaczy , którzy zwrócili uwagę na samonaznaczanie była Judith Lorber. Na istnienie samonaznaczania zwrócili także uwagę Carol A.B. Warcen i John M. Johnson, którzy określili je jako naznaczanie symboliczne. Koncepcja ta zrodziła się w rezultacie badań homoseksualistów. Autorzy ci byli

zdania, że bycie homoseksualistą jest centralnym faktem w ich życiu i że ten fakt wiąże ich tożsamość. Badani więc byli dewiantami wtórnymi pozostając jednocześnie dewiantami ukrytymi.

Obecnie termin samonaznaczanie wszedł już na stałe . Wg Erdwina H. Pfuhla, aby doszło do naznaczania symbolicznego powinny być spełnione trzy warunki:

•  świadomość istnienia reguł,

•  świadomość, że postępuje się w nie aprobowany sposób,

•  świadomość , że tacy ludzie są nisko oceniani.

 

Jeżeli warunki te są spełnione , to jednostka naruszająca normę może zacząć etykietować się zgodnie z tym co kultura przypisuje danemu zachowaniu.

Świadomość że w odczuciu społecznym dane zachowanie lub cecha są nisko oceniane, może być podstawą samonaznaczania, które z kolei może prowadzić do stopniowej zmiany własnego obrazu , do wchodzenia w nową rolę społeczną i do wykształcenia się nowej tożsamości organizowanej wokół faktu dewiacji niezależnie od naznaczania dokonywanego bezpośrednio przez społeczną widownię.

Ideą naznaczania nonkonformistycznego jest z jednej strony najpierw zidentyfikowanie i zaklasyfikowanie grupy dewiacyjnej przez społeczną widownię. Z drugiej jednak strony te osoby dewiacyjne świadomie pozostają w opozycji do świata konwenansów. Ich nową tożsamość rodzi poczucie buntu i negacji ( podkultury młodzieżowe, hippisi, punki).

Aby można było mówić w tych przypadkach o dewiacji ten typ postaw i zachowań musi się spotkać z reakcją społeczną.

 

Mechanizmy naznaczania

Stereotypy dewiacyjne

 

 

Stereotypizacja i typizacja rzeczywistości są naturalnymi cechami człowieka. Aby sprawnie funkcjonować w otaczającym świecie ludzie są zmuszeni kategoryzować i szufladkować rzeczywistość. Korzenie stereotypów tkwią w niewiedzy.

Stereotypy dewiacyjne funkcjonują w przestrzeni kulturowej dając podstawę do określonych oczekiwań w sytuacjach w których przychodzi nam zetknąć się osobiście z dewiantem.

Zdaniem Erdwina i H. Pfuhla stereotypy dewiacyjne mają następujące konsekwencje:

•  są traktowane jako rzeczywiste zestawy cech lub zachowań poszczególnych dewiantów lub ich kategorii ( np. spotykamy się z życzliwym karłem i z przekonaniem mówi, że to był tylko wyjątek, gdyż wszystkie karły są złośliwe),

•  skutkiem stereotypów dewiacyjnych jest tendencja do oczekiwania złego zachowania od dewianta oraz do interpretowania sytuacji niejednoznacznych jako przejawów dewiacji. Relacje z osobami naznaczonymi są zdeterminowane zarówno faktami ich nagannego zachowania w przeszłości, jak i oczekiwaniem podobnego zachowania w przyszłości,

•  istnienie stereotypów dochodzi do odrzucenia przez społeczną widownię osób odpowiadających stereotypom dewiacyjnym,

•  stereotypy stanowią podstawę do prowadzenia selekcji jednostek, które mają być formalnie naznaczone piętnem dewiacyjnym.

Stereotypy odgrywają bardzo ważną rolę w działalności instytucji, których zadaniem jest rehabilitacja dewiantów bez względu na chęć samych zainteresowanych.

Ceremonie degradacji statusu

 

Twórcą tego pojęcia był Harold Garfinkel. Garfinkel rozpatrywał ceremonię degradacji statusu w kontekście moralnego oburzenia , jakie wzbudza dane postępowanie. Moralne oburzenie znajduje swój wyraz w tzw. publicznym oskarżeniu, w trakcie którego oskarżyciel stara się dowieść, że sprawca jest przedstawicielem innego i gorszego typu ludzi . Sprawca staje się w oczach oskarżających inną osobą. Wg Garfinkla w trakcie ceremonii degradacji statusu przypisuje się nowej osobie również nowe motywacje. I właśnie w kat. tych nowych motywacji postrzega się przeszłe, jak i przyszłe zachowanie danej osoby.

W ceremonii degradacji statusu chodzi o to, aby:

•  Pozbawić człowieka jego dotychczasowej tożsamości i nadać mu całkowicie nową, gorszą tożsamość.

•  Powiązać konkretne złe zachowania z szerszym podłożem motywacyjnym działania sprawcy oraz z jego pozostałymi cechami charakteru.

•  Udowodnić , że sprawca jest typem człowieka, który mógłby się dopuścić inkryminowanego czynu.

 

Ceremonie degradacji statusu są poniekąd zbliżone do innych ceremonii, w trakcie których dokonuje się zmiana statusu człowieka, z tym że na gorszy.

 

Retrospektywne interpretacje

 

Mechanizm retrospektywnych interpretacji jest pochodną ceremonii degradacji. Skoro dewiant został już uznany za nowego człowieka reinterpretacji ulegają również fakty z jego byłego życia pod kątem nowej dewiacyjnej tożsamości.

Mechanizm retrospektywnych interpretacji bierze się generalnie stąd, że społeczna widownia dąży do uzyskiwania poczucia zgodności nowej dewiacyjnej tożsamości jednostki z jej postępowaniem w przeszłości ( np. schizofrenik- jest dla najbliższej rodziny innym człowiekiem).

Zgodność ta jest zazwyczaj osiągana przez dobieranie faktów z życia dewianta by pasowały do jego nowego statusu ( np. o prostytutkach mówi się, że one już w szkole się puszczały).

 

Uzgadnianie rzeczywistości

 

Rzeczywistość społeczna jest specyficznym rodzajem rzeczywistości . Zatem to, czy coś jest i jakie jest, może być przedmiotem uzgodnień i przetargów.

W mechanizmie uzgadniania rzeczywistości chodzi o to, że w trakcie interakcji dewianta ze społeczną widownią dochodzi do ustalenia treści i znaczenia zachowania dewiacyjnego , a także do przyjęcia bądź odrzucenia dewiacyjnej etykiety.

Nie jest tak, jak uważali Becker czy Erikson, że dewiant jest całkowicie pozbawiony wpływu na to, jak sytuacja będzie zdefiniowana i że staje się ofiarą stygmatyzacji.

Dewiant bywa nierzadko równoprawnym partnerem w interakcyjnym procesie naznaczania.

Mechanizm uzgadniania rzeczywistości umożliwia dewiantowi odrzucenie grożącej mu etykiety lub zmianę tej etykiety na mniej dyskredytującą.

 

Normalizacja

 

Fred Davis zdefiniował normalizację dewiacji jako proces, a wyniku którego jednostka zaczyna traktować jako normalne i moralnie akceptowane to, co początkowo uderzało ją jako nienaruszalne ( zwariowane), niezależnie od tego, czy to pierwsze wrażenie było uzasadnione.

Davis wyodrębnił trzy fazy procesu normalizacji dewiacji:

•  faza to fikcyjna akceptacja. W tej fazie następuje pozorna akceptacja wynikająca z uprzejmości.

•  Faza przejścia. Dochodzi do wzajemnego przejmowania ról między dewiantem , a otoczeniem. Otocznie zaczyna postrzegać dewianta przez pryzmat faktu pozytywnych jego cech.

•  Fazie dochodzi do instytucjonalizacji znormalizowanych interakcji. Mechanizm ten polega na uznaniu dewiacji za fragment osobowości dewianta, za coś , co ten posiada, lecz co nie przeszkadza w normalnych kontaktach z nim.

 

 

 

 

Roz. XI Analiza kierunku reakcji społecznej

 

 

W tym rozdziale będą omówione , uporządkowane i zsyntetyzowane najistotniejsze wady i zalety kierunku reakcji społecznej.

W kierunku naznaczania można wyróżnić trzy płaszczyzny analizy zjawiska dewiacji.

Najwyższy poziom reakcji społecznej stanowi zagadnienie społecznego tworzenia dewiacji . Przesłanki kulturowe, ekonomiczne, historyczne i polityczne decydowały o tym, że dana zbiorowość zaczynała uznawać pewne postępowania lub pewne cechy za "złe".

Drugim poziomem analizy kierunku naznaczania jest działalność instytucji kontroli społecznej, które decydują o tym, że konkretni ludzie zostają uznani za dewiantów. Do tych instytucji zalicza się: policję, sądy, szpitale psychiatryczne.

Trzecim najniższym poziomem są interakcje dewianta z otoczeniem . Na tym poziomie analizuje się działania podejmowane przez społeczną widownię wobec osób, które uważa się za nonkonformistów.

Dewiacyjna rola społeczna

 

Wśród problemów, z którymi powinien się uporać kierunek naznaczania, kluczowa wydaje się kwestia ról dewiacyjnych.

W twórczości przedstawicieli szkoły naznaczania rzadko można spotkać w miarę jednoznaczne definicje dewiacyjnej roli społecznej. Definiują oni dewiacyjną rolę społeczną jako w pełni wyartykułowaną, nie nakładającą się na inne role społeczne , a także nie krzyżującą się z nimi.

Poniżej będę wykazywać, że w istocie żaden element definicji dewiacyjnej roli społecznej nie przystaje do rzeczywistości:

•  tylko o pewnych kat. dewiantów można powiedzieć , że ich role są w pełni wyartykułowane i jednoznacznie zdefiniowane . Są to takie role, co do których treści i charakteru występuje duża zgodność miedzy jednostką, która ją pełni, a społeczną widownią. Sadzę, że najwyższy stopień artykulacji występuje w wypadku tych ról dewiacyjnych , które są podobne do ról zawodowych( np. rola prostytutki).

Natomiast trudno powiedzieć o wysokim stopniu artykulacji roli społecznej homoseksualisty, jak również wielu kat. dewiantów o statusie przypisanym.

•  o wieloznaczności i nieostrości pojęcia "dewiacyjna rola społeczna" świadczy także i to, że ta sama społeczna widownia może tę samą osobę postrzegać przez pryzmat jej statusu zarówno dewiacyjnego, jak i konformistycznego . Niezależnie od cech dyskredytujących dewiant może posiadać inny zestaw cech, które są w danej zbiorowości cenione bardzo wysoko( zdolny stolarz i tęgi pijak). Dlatego że można być jednocześnie łajdakiem i bohaterem.

•  Warto również zwrócić uwagę, że w stosunku do pewnych kat. Ludzi (np. twórców) istnieją wynikające ze stereotypów uświadomione oczekiwania, że będą oni jednocześnie dewiantami: alkoholikami, narkomanami, osobami psychicznie niezrównoważonymi. W tych przypadkach role dewiacyjne mogą doskonale współgrać z innymi rolami społecznymi.

W definicji reakcji społecznej przyjmowano założenie, że rola dewiacyjna jako dominująca przysłania wszystkie inne role społeczne jednostki i nie krzyżuje się z pozostałymi rolami, które jednostka pełni. W rzeczywistości zaś dewiant może pełnić jednocześnie rolę dewiacyjną i konformistyczną lub kilka ról dewiacyjnych na raz.

 

Słabość perspektywy reakcji społecznej polega na tym, że nie dokonano w jej ramach podziału ról dewiacyjnych pod kątem stopnia ich trwałości. Jedynie Erikson wspomniał, że o przestępcach mówi się tak, jakby była to ich rola zawodowa, gdy tymczasem jest to rola pełniona sporadycznie. Niestety reprezentanci kierunku naznaczania popełniają dokładnie taki sam błąd, jak ten, który zarzucają opinii publicznej, i traktują wszystkie dewiacyjne role społeczne tak, jakby nie różnicował ich stopień " wejścia w rolę ani stopień trwałości.

Warto jednak zwrócić uwagę , że gdyby jako kryterium nasilenia dewiacji traktować trwałość ról dewiacyjnych, to tak rozumiane nasilenie dewiacji może nie być w ścisłym związku ze społeczną oceną. Dlatego też trzeba mówić o dwóch w miarę niezależnych wymiarach dewiacji. Pierwszy ujmowałby dewiację od strony jej trwałości i stopnia "wejścia w rolę ", zaś drugi od strony postrzegania jej nasilenia przez społeczna widownię.

 

Reakcja społeczna - norma- dewiacja

 

W kierunku naznaczania dewiantem nie jest ten, kto narusza normy społeczne, lecz ten kto został uznany za naruszającego normy społeczne. Przyjmuje się tu zatem istnienie wyraźnego związku miedzy reakcją społeczną a normą. Wg reprezentantów tej teorii norma istnieje tylko o tyle, o ile istnieje odpowiadająca jej reakcja społeczna, i tylko w takim zakresie, jaki jest przez tę reakcję określona. Nie ma normy bez reakcji społecznej widowni. Brak reakcji społecznej oznacza więc, że dane zachowanie nie wykracza już poza granice tolerancji zbiorowości.

Wg tej teorii dewiantem jest ten, kto został w ten sposób naznaczony przez społeczną widownię. Dlatego też pojęcia reakcji społecznej, normy i dewiacji są w kierunku naznaczania nierozerwalnie ze sobą związane.

Pierwszym członem owej triady jest reakcja społeczna . Reprezentanci tej teorii uważają, że reakcja społeczna "rodzi" zarówno normę , jak i dewiację oraz dewiantów.

Z lektury prac pionierów kierunku naznaczania można odnieść wrażenie że większą wagę przykładali oni jednak do stygmatyzujących konsekwencji formalnej reakcji społecznej, a więc do skutków działań podejmowanych przez przedstawicieli instytucji, których zadaniem jest zajmowanie się dewiantami. Z czasem jednak nieformalne reakcje społeczne zaczęły jednak nabierać coraz większego znaczenia, stając się centralnym punktem ich zainteresowań.

Jednakże taki obszar badawczy staje się ulotny, gdyż nieformalną reakcją społeczną może być wszystko to co dzieje się w procesie interakcji.

Ponadto reprezentanci tego kierunku nie uświadomili sobie lub nie potrafili sobie poradzić z konsekwencjami jakie wynikają z faktu , że nie ma jednej społecznej widowni i dlatego też, traktują społeczną widownię w sposób jednorodny.

 

Następna wadą tego kierunku jest to, że reprezentanci tego kierunku znamiennie stosują terminy w rodzaju "dewiacja licencjonowana", "dewiacja dopuszczalna", czy " dewiacja ukryta". Uważają oni , że zachowanie określonych osób , grup ( twórców) lub zachowanie w specyficznej sytuacji ( upijanie się na weselach) nie spotykające się z negatywną reakcją społeczną także jest zachowaniem dewiacyjnym ale dozwolonym. Teoretycy naznaczania nie powinni używać określeń w rodzaju "dozwolona dewiacja" albowiem zachowanie które nie spotyka się z negatywną reakcją nie jest po prostu zachowaniem dewiacyjnym.

W pracach reprezentantów reakcji społecznej pojęcia "dewiacja" jest synonimem pojęcia "patologia społeczna".

Kolejnym członem oceny triady kierunku naznaczania są reguły i normy. Reprezentanci ci posługują się bardzo szeroko pojęciem "norma społeczna".

Przyjęcie stanowiska , że brak reakcji społecznej oznacza więc, że dane zachowanie nie jest zachowaniem dewiacyjnym doprowadziło do tego, że norma społeczna została niemal całkowicie sprowadzona do konkretnego kontekstu jej stosowania, co oznacza skrajny relatywizm.

W kierunku reakcji społecznej nie rozpatruje się zderzenia norm "oficjalnych i "nieformalnych" ( np. w państwie o ustroju totalitarnym nakazuje się informowanie odpowiednich organów o postępowaniu obywateli. Jednakże bardzo silnie ugruntowana norma nieformalna może zakazywać donosicielstwu).

Trzecim członem triady w perspektywie reakcji społecznej są pojęcia "zachowanie dewiacyjne i dewiant.

Jest oczywiste że społeczna widownia może tworzyć zachowanie dewiacyjne określając że takie zachowanie nie jest już dłużej dozwolone. W tym sensie stwierdzenie, że to reakcja społeczna kreuje zachowanie dewiacyjne , wskazuje konkretne osoby, które naruszyły normę. W większości przypadków nie jest jednak tak, gdyż treść zachowań dewiacyjnych jest bowiem z reguły doskonale znana zarówno opinii publicznej, jak i potencjalnym naruszycielom norm.

Twierdzenie przedstawicieli kierunku naznaczania dotyczące społecznej kreacji zachowań dewiacyjnych mogą więc być zarazem prawdziwe i fałszywe. Są prawdziwe jeśli dotyczą etapu wykształcenia się nowej normy postępowania w rezultacie negatywnej reakcji społecznej. I są fałszywe od chwili gdy dana norma zaczyna już funkcjonować w świadomości zbiorowej.

 

Kierunek reakcji społecznej a założenie

Symbolicznego interakcjonizmu.

 

Kierunek reakcji społecznej zajmował się przede wszystkim jedną stroną procesu interakcji dewianta ze społeczeństwem. Pomijał natomiast zagadnienie odezwu dewianta na reakcje społeczne, co w konsekwencji doprowadził do przedstawienia jednostki jako ubezwłasnowolnionej. W ich ujęciu dewiant nie może ani zboczyć, ani cofnąć się z drogi, którą wytoczyło mu społeczeństwo.

Pomijają oni np. rolę kontroli społecznej w zapobieganiu dewiacji i w skutecznej rehabilitacji dewiantów.

LeeN. Robins dostarcza przekonywujących argumentów na poparcie tezy, że naznaczanie może być warunkiem skutecznej rehabilitacji ( np. ruch AA).

 

Za jedno z większych osiągnięć kierunku naznaczania uważam uświadomienie opinii publicznej, jak bardzo względne i zmienne są definicje "zła społecznego".

 

Resocjalizacja nieletnich

Resocjalizacja nieletnich

 

Powinno się zacząć od definicji. Oto ona: resocjalizacja to "proces wtórnej socjalizacji (ponownego nabywania umiejętności pełnienia ról społecznych); ogół zabiegów pedagogicznych i terapeutycznych (psychokorekcyjnych) zmierzających do przywrócenia jednostkom społecznie niedostosowanym prawidłowego kontaktu ze społeczeństwem; polega na przyswojeniu jednostce społecznie akceptowanych sposobów realizacji własnych potrzeb, ukształtowaniu w niej zdolności i gotowości do pełnienia - zgodnie ze społecznymi oczekiwaniami - właściwych jej ról społecznych." (na podstawie hasła z encyklopedii PWN)

Z moich dotychczasowych, dwudziestoletnich doświadczeń wynika, iż resocjalizacja - a i wszelkie wychowanie - opiera się na psychicznej regule, którą opiszę tak:

KAŻDE DZIECKO UCZĄC SIĘ ŻYCIA, UCZĄC SIĘ W SZKOLE, STARAJĄC SIĘ "BYĆ DOBRYM" - CZYNI TO DLA KOGOŚ

"Bycie dobrym" - jako dziecko, jako uczeń, jako człowiek - może stać się wartością samą w sobie dopiero ze wzrostem samoświadomości, jaki dokonuje się gdzieś blisko okresu dojrzewania. Póki to się nie stanie, rolę prowadzącej samoświadomości - przewodniczki musi spełniać człowiek dorosły.

Ten fakt ujawnia się nie tyle w przyjmowaniu takiej roli przez dorosłych, ile w stałym potwierdzaniu jej poprzez potrzeby dzieci. Dzieje się to nawet czasem wbrew poczuciu sprawiedliwości i logiki u dorosłych moralistów, gdy dziecko akceptuje swą matkę alkoholiczkę. Dzieje się to - jakby na potwierdzenie dziecięcej naiwności - gdy wiara w dorosłego nie pozwala widzieć krętactw, dwulicowości, chęci wykorzystania, czy wręcz okrucieństwa. Dopiero dojrzewanie odziera wizję ludzi dorosłych - postrzeganych przecież jako pewien odrębny zbiór - z kolorowych i przyjaznych oku przybrań.

Zresztą wielu młodych ludzi nabiera, zupełnie słusznie, przekonania, że wszystkiego złego nauczyli się od ludzi dorosłych. Tyle, że ich świat stawia jednocześnie wymagania wprost przeciwne. Tu właśnie ukryta jest perfidia losu. Umiejętność ominięcia tej pułapki daje możność bycia człowiekiem dostosowanym społecznie. Albo możność bycia inteligentnym cwaniakiem i obłudnikiem.

Nic dziwnego, że nie ma w zasadzie niedostosowanych społecznie przedszkolaków, ale mówi się o młodzieży niedostosowanej. Są to przecież młodzi ludzie o budzącej się samoświadomości, już skaleczonej lub właśnie się kaleczącej.

Nie jestem utopistą. Wiem, że społeczność ludzi dorosłych nigdy nie dozna nagłego olśnienia i nigdy nie poprawi bytu ludzkości jednym podjęciem światłej decyzji. Wobec tego muszą istnieć ludzie, którzy stale będą krążyć po świecie z igłą i nićmi i będą łatać dziury uczynione przez innych; będą krążyć z miotłą i szufelką i zamiatać.

Jestem optymistą. Oczekuję takiej postawy po tych, którzy wybrali zawód "cerowaczy" ludzkich osobowości i zamiataczy ludzkich losów. Ale jestem optymistą umiarkowanym. Wszak tyle lat przyglądam się pedagogom, nauczycielom, wychowawcom. To przecież oni dokonali - świadomego, zdawało by się - wyboru, aby zostać człowiekiem, którego misją jest "nieść nauki kaganek" i "cudze dzieci uczyć". W zasadzie powinni wiedzieć co czynią, w zasadzie powinni wiedzieć jakiej sprawie służą. I właśnie słowa "w zasadzie powinni wiedzieć" czynią mój optymizm umiarkowanym.

Oni też tworzą skondensowaną porcję mieszaniny dobra i zła. W niej zamknięta jest cała istota dorosłości i w postaci pigułki podawana codziennie, regularnie. Proponowałbym dokonanie rozpoznania w tej materii za pośrednictwem niewielkiej, anonimowej ankiety. Niech pytania spenetrują dwa bieguny zjawiska, które nazwałem już na początku byciem kimś dla podopiecznego. Uczniowie powinni w ankiecie wypowiedzieć się czy, i jak wielu (w stosunku do ogólnej liczby), nauczycieli w ich szkole jest dla nich rzeczywistym, dużym autorytetem. Ilu nauczycieli ma, ich zdaniem, jakikolwiek wpływ na uczniów. Powinni dać odpowiedź na temat nauczycieli nie mających poważania. Wypowiedzi mogłyby być rozszerzone o refleksje na temat autorytetu nauczycieli i ich możliwości sprawczych. Nie proponuję rzeczywistego przeprowadzenia takiej ankiety, gdyż spodziewam się, że byłaby niewypałem. Przyczyna jest prosta. Nauczyciele nie dopuściliby do tego, żeby uczniowie mogli wypowiadać się na ich temat. Tkwi to w naturze nauczycielstwa jako takiego, w nawyku wykładania o wszelkich wartościach, a nie ich przyjmowaniu, w dodatku od maluczkich. Do tego nauczyciele w dużej swej części czują się niepewnie w pełnionej roli. Zdają sobie sprawę, że ich władza jest bardzo ograniczona, bo wypływa jedynie z formalnych przesłanek. Status ekonomiczny nauczycieli deprymuje ich dodatkowo. Gdyby nawet chcieli o coś walczyć (o pozycję, o autorytet), to i tak im się to nie opłaca. Wygodniej jest po prostu przychodzić do pracy, a potem z niej wychodzić. I nie jest to wyłącznie wina - to jest mechanizm obronny.

A przecież nie sposób podważyć stwierdzenia, że każdy człowiek jest skłonny (lub jest zdolny) przejąć nowe wartości od kogoś, kto postrzegany jest jako pozytywny wzorzec do naśladowania. Trudno przypuszczać, by ktokolwiek z nas przyjmował styl myślenia albo zachowania osoby, którą na przykład pogardza. Zatem należałoby uznać za sprzeczność i bezsens to, że ktoś czyni starania, aby przekazać komuś drugiemu jakieś wartości, ale zaniedbuje przy tym sprawę własnej skuteczności. Skuteczność wszak zależy od tego, czy osoba przekazująca jest wiarygodna. Czy jest akceptowana. Czy jest autorytetem. Czy jest kimś.

Nauczycielstwo w dużej części jakby nie podlegało tym regułom. Kiedy już się zostaje nauczycielem, otrzymuje się automatycznie glejt Autorytetu Jedynego i nie ma potrzeby sprawdzania się i potwierdzania swych możliwości. Czemu? Bo głównymi jurorami są dzieci.

Poglądy Autorytetu Jedynego są nienaruszalne:
pkt. 1 - dziecko to gówniarz
pkt. 2 - dziecko to gówniarz
pkt. 3 - dziecko to gówniarz
pkt. 4 - któż pyta gówniarza o zdanie?

Do tego są jeszcze punkty rozszerzające. Wnoszą one brak zaufania ("Komu będziesz wierzył - gówniarzowi, czy drugiemu nauczycielowi?"), obrażanie ("Jesteś głupim szczeniakiem i nie masz nic do gadania!"), lekceważenie ("A co mnie oni obchodzą!"), niedotrzymywanie słowa ("Może tak i mówiłem, ale to było kiedyś"), traktowanie przedmiotowe ("I co z tego, że dotąd chodziłeś rok do klasy ślusarskiej? Teraz będziesz chodził do stolarskiej!").

Wiem, że narażam się kolegom-pedagogom, ale nie zamierzam ukrywać, że nader często bywam świadkiem podobnego wyrażania swych poglądów. Jeśli nawet przebija (u niektórych z opisywanych nauczycieli) troska o ucznia, zwykle okazuje się ona później troską o samego siebie.

Obserwuję między innymi następujące karcące zachowania nauczycieli:
- karcenie w taki sposób, by wyładować złość
- karcenie w taki sposób, by uczeń dobrze odczuł (nie zaś, by zrozumiał)
- karcenie w taki sposób, by ucznia sponiewierać i pokazać mu, kto tu rządzi
- karcenie w taki sposób, by patrzący kolega-nauczyciel dostrzegł artyzm karcącego
- karcenie w taki sposób, by patrzący uczniowie poczuli strach
- karcenie w taki sposób, by zaimponować patrzącym uczniom
- karcenie w taki sposób, by patrzący uczniowie popierali karcącego z powodu satysfakcji, że to nie ich dotknęło, ale kogo innego
- karcenie w taki sposób, by ukarać tego, którego można karać bezpiecznie - potulnego
- karcenie w taki sposób, by... nie karcić, jeśli to może być potem w jakiś sposób nieprzyjemne dla karcącego (patrz punkt wyżej)
- itp.

Podobne klasyfikacje można przeprowadzić w odniesieniu do czynności wypytywania, bowiem pytać można na różne sposoby:
- pytanie w celu zdobycia informacji (bez emocji)
- pytanie zdradzające "zapotrzebowanie" pytającego
- pytanie ironiczne
- pytanie z niedowierzaniem
- pytanie lekceważące
- pytanie sugerujące
- pytanie stwierdzające
- pytanie agresywne
- pytanie retoryczne
- itp.

Polecenia można również wydawać na wiele sposobów:
- polecenie proszące
- polecenie instruujące
- polecenie rozkazujące
- polecenie zastraszające
- polecenie celowo wprawiające w zakłopotanie
- polecenie niemożliwe do wykonania (również celowo)
- polecenie poniżające
- itp.

Przypomnę: Każde dziecko ucząc się życia, ucząc się w szkole, starając się "być dobrym" - czyni to dla kogoś. Dziecko czyni to dla mamy i taty, dla pani w szkole, dla przyłatanej ciotki, dla ulubionego sąsiada, dla drużynowego. Czy w przypadku Autorytetu Jedynego będzie można mówić, że dla tego nauczyciela uczeń będzie się starał?

Wśród Autorytetów Jedynych panuje przekonanie, że cała resocjalizacja jest orką na ugorze. Być może taki pogląd pozwala Autorytetom na bezczynność oraz tłumaczenie swych niepowodzeń pedagogicznych.

Przeżywałem w zawodzie pedagoga wiele rozczarowań i kryzysów. Bywały chwile, że pojęcie "orki na ugorze" stawało się dla mnie bliskie i zrozumiałe. Przeważnie jednak dominowały u mnie myśli pozytywne. Brały się one nie tyle z minimalnych wymagań życiowych - jakby mogło się wydawać -ale z tej cząstki realistycznego patrzenia na świat. Zorientowałem się w miarę szybko, że nie jestem w stanie doprowadzić do dużej ilości zmian, ani nie wpłynę na ich rozmiary, ani nie poddam im wszystkich swoich wychowanków. Krótko mówiąc: nie mam takich możliwości wpływania na rzeczywistość, jakbym chciał. Jednocześnie stwierdzałem z wciąż rosnącą satysfakcją, że co jakiś czas pojawiał się ten specjalny wychowanek. W jakimś momencie odczuwał on więź łączącą go ze mną i od tej chwili chciał być dobry dla kogoś.

Tu pojawiało się dodatkowo zjawisko, które wielu pedagogów zniechęca. Moi koledzy, których praca wychowawcza była zawsze ich pasją, sygnalizowali, że doświadczali go i że jest to zjawisko niezwykle mylące, lecz jak najbardziej normalne. Ba, niektórzy wręcz twierdzą, że pożądane. Oto wychowanek, którego polubiliśmy, któremu zaufaliśmy i w którego zainwestowaliśmy, zaczyna wyraźnie odchodzić od stanu, jaki osiągnął. Zaczynają pojawiać się - jak Filip z konopi - sytuacje trudne i niepożądane.

Początkowo reagowaliśmy wszyscy podobnie, bowiem dawaliśmy odpór rozbrykaniu wychowanka. Potem analizy tego powszechnego niemal zjawiska doprowadziły nas do wniosku, że istnieje tu pewne podobieństwo do okresowych pogorszeń stanu zdrowia przed końcem etapu zdrowienia. Chodziło bowiem o rzecz w sumie niezwykle ważną, bowiem o weryfikację przez wychowanków akceptacji ich ze strony wybranych wychowawców. Innymi słowy był to instynktowny niemal test polegający na wybadaniu, czy będzie się odrzuconym zaraz po złym uczynku, czy nieco potem - po kilku takich czynach, a może akceptacja wytrzyma wszelkie próby. W tym miejscu powinienem wspomnieć o drugiej regule, regule wyjaśniającej, czym jest proces resocjalizacji:

RESOCJALIZACJA POLEGA NA PRZYGOTOWANIU WYCHOWANKA DO SAMODZIELNEGO PRZECIWSTAWIENIA SIĘ NEGATYWNYM SPOŁECZNIE WARTOŚCIOM, KTÓRE DOTĄD UZNAWAŁ.

Nie chodzi więc o to, by kłopotliwego wychowanka przechować czas jakiś, aż osiągnie pełnoletność i będzie go można swobodnie już wsadzać do więzienia. Nie chodzi zatem wcale o to, by w warunkach placówki prowadzić to takie, to owakie zajęcia, które wypełnią pożytecznie czas wychowanka. Nie chodzi nawet o to, by ukarać.

Każdy, kto zaczął popełniać przekroczenia, te zaś zawiodły go przed oblicze osób karzących z mocy przepisów, staje się numerem, trwale - aż do przepisowego wymazania - zapisanym w Kartotece Urzędów i Placówek. Tu z kolei będzie nieustannie poddawany badaniom, obróbce, składowaniu, przenoszeniu, weryfikacji, utylizacji, itp.

Kiedy już to wszystko nastąpi, kiedy już w Szczególnie Ważnym Urzędzie główna księgowa zamknie bilans związany z wydatkami na byłego wychowanka - on sam wraca do ojczyma-pijaka, matki-bezradnej, brata-recydywisty, kolegów-spragnionych-powrotu-kumpla. W ten sposób bilans nijak nie równoważy się.

Zrównoważenie bilansu może zaistnieć jedynie wtedy, gdy wychowanek jest zdolny, do odrzucenia wartości reprezentowanych przez spatologizowany dom oraz wykolejone środowisko rówieśnicze.

Program uodparniający, to motywowanie do brania odpowiedzialności za siebie już na sali sądowej. Program uodparniający wymaga wychowawców-fachowców i tzw. "urodzonych pedagogów". Wymaga mało liczebnych grup wychowawczych, by autorytet wychowawcy nie był przeważany z natury silniejszym autorytetem rówieśniczym. To również - prócz dawania możliwości wyboru kogoś -tworzenie w placówce warunków najbliższych rzeczywistym, pozaplacówkowym, a więc: samoutrzymania, samostanowienia, samoodpowiedzialności.

Pedagodzy trudzący się na co dzień z problemami resocjalizacji wiedzą, że ich wysiłek jest potrzebny z jednej, jedynej przyczyny: ktoś wcześniej sprawę zawalił!

Teraz właśnie można to wyraźnie powiedzieć. W jakimś momencie zabrakło rodziców. Zabrakło rodziców światłych. Zabrakło rodziców cierpliwych. Zabrakło rodziców rozumiejących potrzeby dziecka, zabrakło rodziców, którzy potrafią zrezygnować z zajmowania się wyłącznie swoimi sprawami, zabrakło rodziców odpowiedzialnych. Zabrakło nauczycieli w szkołach - w normalnych szkołach podstawowych - którzy zrezygnowaliby z walki i o swoje punkty u szefa, i o chronione autorytety, i chwile świętego spokoju, którzy potrafiliby być kimś dla swoich uczniów. Zacytuję mego mistrza, którego nazwiska nie będę wspominać: "Nie ma szkoły wychowującej. Jest szkoła, której czasem nie uda się złamać charakteru ucznia".

Aby w życiu wychowawcy mogli pojawiać się częściej wychowankowie, którzy dokonują wyboru kogoś, którzy mogą go zweryfikować, którzy pozytywnie rokują - trzeba im dać szansę, by mogli się ujawniać. Danie szansy, to nie tylko zatrudnianie wychowawców nadających się do tej pracy z racji przygotowania zawodowego (często zresztą w wychowaniu skuteczniejsi okazują się ludzie niewykształceni w tym fachu, lecz reprezentujący właściwą postawę). Danie szansy, to także prawidłowo przygotowana "faza wstępna", a więc postępowanie sądowe i warunki towarzyszące skierowaniu do niewielkich placówek. Danie szansy, to również sensowne uprofilowanie ośrodków wychowawczych oraz ich rodzime, oryginalne i "uodparniające" systemy wychowawcze. Danie szansy, to dodatkowo postępowanie postplacówkowe. Wszystkie te elementy (tworzące podstawy do tego, by resocjalizacja była skuteczniejsza) można zapewnić poprzez reformę w oświacie. Nie wymaga ona znowu tak wielkich nakładów finansowych, jakby się zdawało. Po uwzględnieniu wszystkich szczegółów, jakie powinny być wzięte pod uwagę przy tworzeniu "nowych placówek", okazać się powinno, że będą nawet oszczędności. Jedynie czyjaś nieposkromiona megalomania może sprawić niespodzianki w tym względzie.

Reprezentacje poznawcze

Reprezentacje poznawcze:

 

1. Model psychologii poznawczej.

Termin "poznanie" oznacza proces poznawania w najszerszym sensie, obejmującym percepcje, pamięć, ocenianie, mowę itd. Lecz odnosi się on również do wyniku czy wytworu aktu poznawania. Koniecznym warunkiem wszechstronnego rozwoju intelektualnego jest uwolnienie się procesu konceptualizacji od jego bezpośredniej zależności względem spostrzeganej rzeczywistości zewnętrznej. Procesy poznawcze mają charakter ciągły, aczkolwiek dla celów analizy można je dzielić na następujące po sobie kolejno fazy, które pośredniczą między wejściem bodźcowym i wyjściem w postaci reakcji. Badanie procesów poznawczych polega na analizowaniu wzorców zachowania występujących w różnych punktach kontinuum czasu. Procesy poznawcze nie zawsze przebiegają w sposób uporządkowany, liniowy, lecz mogą polegać na równoległym, równoczesnym przetwarzaniu różnych rodzajów informacji w różnym tempie.

2. Tradycje paradygmatu poznawczego w psychologii.

Psychologowie od dawna interesują się badaniem rozwoju procesów poznawczych. Istnieje pewien brak ciągłości pomiędzy procesami poznawczymi u dzieci i u dorosłych. Dzieci zaczynają życie jako naiwni realiści przyjmując pozory za dobrą monetę. Według PIAGETA, rozwój poznawczy zachodzi wtedy, gdy dzieci odkrywają i uczą się stosować zasady, które rządzą interakcją ze środowiskiem. Gdy dzieci dostrzegają rozbieżności pomiędzy prostymi pojęciami a zjawiskami środowiskowymi, wówczas tworzą one nowe pojęcia które je wyjaśniają. Dzięki procesom asymilacji i akomodacji dzieci stopniowo doskonalą struktury poznawcze (schematy), które utworzyły dla powiązania procesów i wyników. Wiele wczesnych badań, przeprowadzonych w wysoce nienaukowy sposób, miało "udowodnić", że dziedziczy się zarówno określony poziom zdolności intelektualnych, jak i takie "cechy", jak obłęd, żebractwo, rozpustę czy alkoholizm. Badacze podkreślający rolę środowiska poddają w wątpliwość rzetelność tych badań i ich interpretację oraz domagają się ponownej oceny wyników uprzednich badań, jak również bardziej rygorystycznej kontroli na przyszłość. Dane pochodzące z różnych źródeł, wskazują, że środowisko odgrywa decydującą rolę w rozwoju funkcji intelektualnych.

3. Koncepcja G. KELLY'EGO konstruktów osobistych.

G. KELLY opublikował w 55r. książkę p.t.: "Psychologia konstruktów osobistych". Właściwie od KELLEGO zaczęła się cała psychologia poznawcza . KELLY mówi tak: żeby zrozumieć człowieka musimy przyjąć że między człowiekiem a badaczem i naukowcem właściwie nie ma wielkiej różnicy, bowiem każdy z nas nawet człowiek niewykształcony zachowuje się jak badacz stawiając tej rzeczywistości z którą ma do czynienia pewne pytania i odpowiadając na te pyt. zgodnie z czymś co KELLY nazywa konstruktami osobistymi , te konstrukty osobiste to są pewne wymiary, kategorie, pewne schematy za pomocą których tę rzeczywistość analizujemy. Te konstrukty mają charakter takich wymiarów dwubiegunowych, jak większość wymiarów, cech w psychologii. KELLY mówi, że nasze analizowanie rzeczywistości odbywa się poprzez pewien system konstruktów, hipotez, twierdzeń dotyczących działania rzeczywistości. Nasze zachowanie wobec innych ludzi, jest pochodną konstruktów - zasadniczych przekonań do tego jak ten świat funkcjonuje. Złożoność poznawcza jest pewnym konstruktem psychologicznym mówiącym że tę rzeczywistość analizujemy pod większą ilością kątów widzenia.

4. Koncepcje schematowe.

Wielki spór dotyczący tego jak nasz umysł działa, czy odwzorowuje wiernie rzeczywistość, skłonił psychologów do przyjęcia takiej oto tezy zgodnej z wieloma rozwiązaniami filozoficznymi, które nazywają się np. konwencjonalizmem w epistemologii. Powiadają, że nauka nie oddaje prawdy o świecie ale stwarza pewne modele tego świata czyli pogoń za prawdą jest nie kończącym się procesem tropienia rzeczywistości, bowiem my tworzymy pewne modele, wizje, teorie rzeczywistości, które przecież nie są rzeczywistością. W swoim poznaniu psychologicznym nie oddajemy wiernie cech rzeczywistości a raczej tworzymy pewne konstrukcje w naszym umyśle, czyli powstająca reprezentacja świata zewnętrznego w naszym umyśle jest pewną konstrukcją i pewnym tworem tej rzeczywistości a nie wiernym jej odbiciem. Mówi się nawet tak w psychologii poznawczej że ta rzeczywistość którą za pomocą zmysłu poznajemy jest za uboga żeby mógł się ukonstytuować trafny obraz tej rzeczywistości czyli, że za mało jest informacji żeby ten obraz mógł się utworzyć. Argument ubóstwa bodźców sformułował bardzo wybitny psycholog poznawczy FODOR w latach 80-tych. FODOR powiada tak: dane są za ubogie musimy tą rzeczywistość uzupełniać pewnymi wartościami domyślnymi, te wartości domyślne pochodzą z naszej wiedzy, z naszej pamięci, z naszych nastawień generalnie ze stanu umysłu w jakim znajdujemy się. Ta koncepcja konstrukcjonizmu czyli tworzenia rzeczywistości również ona obowiązuje w działaniu pamięci. Czwarta teza koncepcji schematowej jest taka, że pamięć nasza działa w bardzo dziwny sposób w dłuższym procesie czasu, obserwujemy, że pewne kontury się zacierają, że treści pamięciowe stają się coraz bardziej typowe, stereotypowe, mówi się o takim powrocie do formy kanonicznej, do prototypu, że odbywają się pewne procesy będące poza naszym udziałem. Kolejna teza konstrukcjonistyczna zwana oszczędnością poznawczą mówi tak, że jeżeli nasza pamięć ma działać tak sprawnie żebyśmy mogli napływające informacje oceniać trafnie to pamięć musi działać niezmiernie szybko.

5. Procesualne koncepcje umysłu.

6. Spór wokół teorii reprezentacji poznawczych: wiedzy deklaratywnej i proceduralnej.

Czy nasza wiedza jest wiedzą tylko o rzeczach? Ten rodzaj wiedzy nazywany jest wiedzą deklaratywną. Czy też ta nasza wiedza o świecie, w związku z tym pamięć ma działaniowy, dotyczy pewnych procedur. Ta pierwsza wiedza to wiedza czysto teoretyczno - rzeczową badaną w tych modelach deklaratywnych. Przecież nasze działanie nawet poznawcze ukierunkowane na poznanie tego świata związane jest z pewnymi procedurami wykorzystania tej wiedzy. I ten rodzaj wiedzy dotyczący działania nazywany jest wiedzą proceduralną. Wielki spór dotyczy tego jaka jest ta nasza pamięć, jak działa nasz umysł. Czy to są fakty, czyli takie węzły pojęć w takich sieciach hierarchicznych, semantycznych. Czy właśnie nasza pamięć musi być uzupełniona o pewne inne węzły nie pojęciowe. RAYL powiada tak że potrafi wyodrębnić 2 rodzaje wiedzy. Jeden po angielsku nazywa się wiedzą KNOWING THAT, a drugi rodzaj wiedzy nazywa się KNOWING HOW Ten pierwszy rodzaj wiedzy ma taką wiedzę pojęciową o świecie i ten rodzaj wiedzy bywa nazywany w teoriach poznawczych psychologii wiedzą deklaratywną bo jest pewną encyklopedią informacji o świecie, ten drugi rodzaj wiedzy nazywany jest wiedzą proceduralną wikła pewne procedury, reakcje, czynności jakie wykonujemy na tych operacjach. Wiedza deklaratywna, wiedza typu, że - KNOWING THAT - jest przechowywana w kodzie semantycznym, czyli tą wiedzą zawiadywał by ten obszar pamięci semantycznej. Natomiast wiedza proceduralna - KNOWING HOW - obejmuje umiejętności, procedury, strategie które są zwykle trudne do zwerbalizowania i ona jest najprawdopodobniej zapisywana w obszar pamięci epizodycznej. Istnieją te 2 rodzaje wiedzy w związku z tym muszą istnieć dwa rodzaje pamięci PAMIĘĆ DEKLARATYWNA i PAMIĘĆ PROCEDURALNA. Pamięć deklaratywna - tu wiedza zapisywana jest w postaci pojęć z wszystkimi modyfikacjami jakie kolejne teorie wprowadzały do tych modeli pamięci semantycznych. Mianowicie takich, że nie ma tej sztywnej zasady ekonomiczności że te pobudzenia rozchodzą się z obu stron, że wartość dominująca pojęci czyli np.: częstość używania zdania: Drozd ma pióra jest szybciej identyfikowane jako prawdziwe nie: drozd jest zwierzęciem. Pamięć deklaratywna w rozumieniu NORMANA były by to pewnego rodzaju sieci relacyjne wiążące pojęcia. Tymczasem ta pamięć proceduralna to są tak zwane systemy. WORK MEMORY ta pamięć robocza, pamięć operacyjna łączy te 2 systemy zachowując między nimi komunikację. Te relacje łączące pamięć proceduralną i deklaratywną są bardziej złożone, ale tym co zawiaduje funkcjonowaniem pamięć operacyjna, robocza.

 

 

 

 

7. Spór wokół mechanizmów przetwarzania informacji: kodów opartych na sądach i kodów przestrzennych.

Możemy mówić o reprezentacjach opartych o sądy (model propozycjonalny). Możemy również mówić o pewnym innym modelu reprezentacji opartym na obrazach, albo modelem analogowym. Ten spór o wyobraźnię trwa od czasów starożytnych, bowiem Arystoteles powiedział, że wyobrażenia są głównym nośnikiem procesów myślowych. Zwolennicy koncepcji opartej na sądach mówią , że są inwariantne względem języka. Można mówić o pewnym izomorfizmie obrazów umysłowych względem rzeczywistości - SHEPARD. Izomorfizm drugiego stopnia dotyczy zgodności tego co powstaje w naszym umyśle z rzeczywistością. Powiada , że naszym wyobrażeniom w umyśle można przyporządkować pewne konkretne położenie przestrzenne. Jeśli te wyobrażenie w umyśle zajmuje jakieś miejsce to nie może zajmować innego miejsca. Reprezentacja wewnętrzna oparta na obrazach, jest taka sama na wejściu jak i na wyjściu. SHEPARD powiada tak: w naszych umysłach możemy rotować obiekty, czyli te wyobrażenia oparte na obrazach są analogowe względem tej rzeczywistości. PYLYSHYN twierdzi jednak ,że nic się w naszych umysłach nie dzieje, my nic nie rotujemy, my analizujemy sądy. Posługujemy się kodami opartymi na sądach albo kodami wyobrażeniowymi w zależności od trudności problemu, struktury problemu a także ze względu na posiadane przez nas zdolności. Nie analizujemy obrazu, figury poprzez system sądów i zdań i identyfikacja tej figury później nie polega na porównywaniu dwóch sądów, dwóch zdań tylko polega na porównywaniu obrazów, które powstały w naszym umyśle.

8. Teoria podwójnego kodowania PAIVO.

Powstała pewna koncepcja tzw. koncepcja podwójnego kodowania, którą opracował PAIVIO. Zastanawiał się czy między dwoma systemami reprezentacji mogą zachodzić jakieś relacje i przejścia. Jeden oparty na sądach dysponuje czymś co nazywamy logo genami, a więc pewne abstrakcyjne pojęcia jakiś obiektów. Natomiast ten system oparty na obrazach wikła coś co nazywamy ima genami, czyli pewne ogólne obrazy jakiejś klasy obiektów. PAIVIO mówi tak, że pojęcia relacyjne charakteryzują się ogromną siłą oddziaływania emocjonalnego, które oparte są na dwóch różnych systemach kodowania. PAIVIO mówi, że pojęcia relacyjne są często poddane bardzo trudnym procesom nakładania dwóch rodzajów rzeczywistości. W dużym stopniu zdolność do tworzenia obrazów jest funkcją naszej wyobraźni i pewnych specjalnych zdolności związanych ze zdolnością transformacji pojęć. Okazuje się, że pojęcia obce, odległe budzą lęk, niepokój i, że ta zdolność przezwyciężania lęku i niepokoju jest niezbywalną cechą funkcjonowania naszego systemu poznawczego.

Psychoterapia

Psychoterapia

To co dzisiaj będzie mówione, nie będzie charakterystyczne dla wszystkich szkół psychoterapii , ale będą to sprawy wspólne pokazujące różnice w poszczególnych podejściach. Będzie o tym co mamy powiedzieć judziom, których będziemy chcieli skierować na psychoterapię.

W każde] szkole psychoterapii test ważna odpowiedź na pytanie o mechanizmy chorobowe. Jakie czynniki sprawiły, że dana osoba cierpi na dane obiawy psychiczne.

My ciągle mówimy o psychoterapii lako o metodzie leczenia, a niejako metodzie poradnictwa psychologicznego itd. - gdzie nie mamy do czynienia z zaburzeniami psychicznym!. Mówimy o psychoterapii gdzie leczymy zaburzenia nerwicowe i zaburzenia osobowości. Ona )est troszkę mną kiedy pracujemy z osobami chorymi na depresie. inne na psychozę itd. Te modyfikacie są nieznaczne. ale są.

Szkoły różnią się już na poziomie identyfikacn mechanizmów chorobowych. Szkoły psychodynamiczne są skupione na poszukiwaniu tvch zdarzeń wczesnodzieciecych, czy wczesnorozwoj owych, które były szczególnie urazowe, które spowodowały silne poczucie winy, lęk, poczucie krzywdy, którym to uczuciom pacient zaprzeczał, bo nie dało. się inaczej pogodzie, bo energia p-lynąca z potrzeb pacjenta była blokowana na poziomie ego czy superego i z tego powodu była stłumiona, W języku praktycznym oznacza to stawianie hipotezy na temat wpływu zdarzeń intrapsychicznych np. sfrustrowane potrzeby, bardzo silne suprego- słabe ego, które powoduie. że dochodzi do konfliktów między tymi trzema sterami osobowości.

W szkołach humanistycznych chodzi o doświadczenia życiowe, ciągle szukamy doświadczeń -to oznacza porządny, dobry wywiad psychologiczny, który ma na celu zebranie wszelkich możliwych informacji o zdarzeniach życiowych człowieka, także o reakcii psychicznej subiektywnej na te zdarzenia. Ta reakcja może być emocjonalna - w teoriach psychodynatni.czn.ych. czy bardzie) poznawcza - w ^ sensie konstruktów poz-nawczych czyli samooceny, oceny otoczenia-

Jedno jest pewne- że każda osoba cierpiąca z powodu zaburzeń nerwicowych, cz.y zaburzeń osobowości, to jest osoba, która nie tyle doświadczyła wyjątkowego złego doświadczenia. traktowania- cz} splotu zdarzeń negalywnych ^ie jc.m: ;,;.. ^^o.i. która zareagowała ,.;,,, '.-;

doświadczenia w sposób nieadekwatny, budiiLic w ten sposób różne struktury emocionalne, poznawcze, wolicjonalne itd. Większość takich pacientów nie potrafi skutecznie funkcjonować tzn., że. przykładają inne miary do zdarzeń mż trzeba .: 'zynniki zewnętrzne przyczyniają się, uruchamiała wadliwe struktury psychiczne wewnętrzne, których działanie polega na tym, ze reakcje są nieadekwatne,

Każdy boi się przestępstw'' i stara się przed tym zabezpieczyć na swój sposób Ale niektórzy ludzie przestają wychodzić z domu, poruszać się samodzielnie po mieście itd. - łęk przed zagrożeniem jest tak silny, że nieadekwatny.

Każdy ma problem z. konfliktami małżeńskimi i ma od czasu do czasu ochotę się rozwieść, ale niektórzy ludzie mający określone struktur}' emocionalne, poznawcze <?. resztą wadliwe), nie potrafią rozwiązać konfliktów małżeńskich, tylko żyją w przekonaniu ogromne] krzywdy, poczucia zdrady, niezrozumienia, nieakceptacn. lęku przed odrzuceni cm -to iest źródłem konfliktów,

Większość ludzi, którzy na początku zgłaszała się do psychoterapeuty. są tacy, że zamiast lokować źródło swoich niepowodzeń, trudności w samym sobie, łokulą ie na zewnątrz każdy z nas też. tak. robi, ale za chwilę zastanawia się, co ja takiego w tym interesie zrobiłem, ze mi się nie powodzi. Pacjenci z. zaburzeniami nerwicowymi i z zaburzeniami osobowości uważała, ze cale ich nieszczęście. pochodzi z zewnątrz, ze są ofiarą trudnego d/iecinstwa. Pacjenci nerwicowi w '..'y" o p\1;ani o dzieciństwo mówią, ze było złe. Rodzeństwo tych osób- które me rozwinęło zaburzeń nerwicowych. mówi całkiem maczei. co wcale me oznacza, ze rodzice jedno dziecko wyróżniał) a drugie nie IT pacjentów interpretacja była zaburzona poprze:-' procesy intrapsychiczne. Dlatego i etap icst motywowaniem fCzabała), chaosem, zamętem, zamieszaniem (Prochaska), okresem przygotowania się do tego, co jest istotą psychoterapii - do zmian intrapsychicznych.

Na czym ten okres przygotowań polega?

Musimy pamiętać o tym, że podstawową reakcja każdego zgłaszał acego się pacjenta, szczególnie nerwicowego, jest lęk. Lęk, który towarzyszy nam w pierwszej fazie psychoterapii jest podwójny. Pierwszy jest związany z dotychczasowymi doświadczeniami z leczenia. Większość pacientow z zaburzeniami nerwicowymi trafia do psychiatry / psychoterapeuty na samym końcu np. po 7-10 latach od czasu zachorowania -- om przez ten czas gdzieś szukali pomocy, gdzieś byli leczeni. Nie wystarczała im informacja, że jesteś zdrowy, weź się w garść, to wszystko jest urojeniem itd. nie ma nic a boli, me można spać itd. To iest powód dla którego oni przychodzą z lękiem: że usłyszą znowu to samo. Albo też. że usłyszą: jesteś chory psychicznie - to im przeszkadza pójść do psychiatry od razu. Drugi rodzaj lęku jest jeszcze trudniejszy. Jest to lęk przed przyznaniem się, że wszystko co się w moim życiu przydarzyło, także w przypadku objawów, jest też moim udziałem, jestem za to odpowiedzialny.

Uczuciem najtrudniejszym, przed którym pacjenci się bronią, cierpią z tego powodu i uruchamiają mechanizmy obronne, jest poczucie winy: wobec osób znaczących, wobec swojego losu, który tak a nie maczej się potoczył. To są też takie uczucia jak uczucie agresji, złości, wrogości do siebie, do wszystkich i do świata. Też uczucie krzywdy, które -łatwiej przeżywać, bo np. bycie ofiarą dla niektórych jest sposobem na życie. Ale towarzyszy temu inne ambiwalentne uczucie - złości do siebie - że ja zgodziłem się na to, że dałem się skrzywdzić.

Już w sposobie siadania takiego człowieka, mówienia, zachowania, nawiązywania kontaktu z otoczeniem, widzimy, że uczucie napięcia związane z lękiem, poczuciem krzywdy, winy itp., jest bardzo silne. W pierwszym etapie mamy zmniejszyć nasilenie tego łęku, tych przeżyć

Jak zmniejszyć lęk, napięcie związane z kontaktem z obcą osoba i lęk związany z dużym pogotowiem, żeby ukryć w sobie to co aktualnie przeżywa?

1- empatia fRogers) -to me iest okazywanie pacientowi sympatycznych uczuć, to nie jest mówienie mu, że jesteś wspaniały, ja cię rozumiem itd.. ale to jest zdolność terapeuty do dostrzegania uczuć, które przeżywa pacient, stawianie się w lego sytuacji w takim znaczeniu, że on ma prawo mając te wszystkie uczucia być w takiej formie w jakie jest teraz. Empatia oznacza, że terapeuta zakłada, że pacjent przeżywa rożne i niemile dla mego rzeczy. Terapeuta pyta o rzeczy, których pacjent by nigdy me powiedział, ale pyta go w taki sposób, ze mformule go od razu. że: ty musisz to przeżywać, to niemożliwe żebyś tego nie przezywał. Np. jeżeli pacient mówi. ze .-rodłem tego przyiemnosci iest zdradzanie żony i przychodzi do psychoterapeuty, to znaczy że zdrada tak naprawdę nie jest źródłem jego satysfakcji, bo gdyby tak było, to poszedł bv do kochanki a nie do psychoterapeut'-.' Musimy zgadzać się z pacientem .ale z drugie) strony mówienie . stan,', przestań zdradzać . jest rzeczą nie do przyjęcia, bo pacjent wie, ze powinien przestać, ale temu zaprzecza on to robi z takichs powodów, które w lego przekonaniu- albo w lego emocjonalnosci są przymusem, W dalszym etapie okazuje się. ze to zdradzanie żony to była ciężka praca mająca na celu zaspokoicme neurotycznych potrzeb np. dostarczanie codziennie dowodów na to. że ja jestem atrakcyiny. Ten dowód jest po to. ponieważ on sam myślał o sobie, że jest do niczego. Na tym etapie ja jako psychoterapeuta pokazuję mu. że ja rozumiem, ze ty to uważasz za potrzebne, waz-ne. i ja me testem od tego. zęby cię tutaj naprawiać. Ale równocześnie na tym etapie pojawiają się tez u pacjenta wątpliwości (bo w końcu z mmi przyszedł). Pacjent boi się- ze cos mu się stanie podczas aktu, i że on tego me może robić, Z icdnej strony zdrada iest ledyna sensowna rzeczą w icgo życiu, a z drugiej strony obawa o serce. Pojawia się łęk.

2- Pomagać mówić pacientowi o uczuciach (ludzie się wstydzą tego)

3- Wzbudzanie zaufania - po 2-3 spotkaniach powinniśmy zawrzeć kontrakt terapeutyczny: -dajemy pacjentowi infonnacie. ze ja jestem kompetentny do tego- żeby ci pomóc. Wyjaśniamy pacjentowi na czym polega mechanizm ]ego zaburzeń i takie powody mogły sprawić, że on te obławy ma Mówimy mu raczę] czego on doświadczał, niż to jak on się przyczym-ł do tych doświadczeń. Wskazując na rożne trudne sytuacje w życiu pacjenta, on dostaje informacje, że ja wiem. ja rozumiem, -druga informacja, którą on dostaje jest to, że ja mu pomogę, bo testem fachowcem. To iest ważne, bo większość dotychczasowych doświadczeń pacjenta wiązała się z tym, że lekarze byli bezradni- mówili- że wszystko funkcjonuje normalnie, a w przypadku powyższego pacjenta mówili: to jest twoja sprawa, Ważne jest powiedzenie pacjentowi co będziemy z nim robili, że będziemy próbowali regularnie się z nim spotykać, że przedmiotem spotkań będzie mówienie co jest dla niego trudne i ważne, jak rozwiązać te rzeczy, które były dla niego do tej pory merozwiązalne. To jest też moment, w którym pacjent bada i my musimy kontrolować swoje uczucia - ta umiejętność przychodzi z czasem. Ważne jest żeby dostawać fit bek od pacjenta. To jest ten.

 

etap gdzie pytamy pacjenta po każdym spotkaniu, co było dla mego trudne w ciągu tych 40-50 minut, co sprawiało przykrość itd.

Innym ważnym elementem na tym etapie motywowania paqenta jest uszanowanie jego objawów. Psychologowie, psychoterapeuci mają taka tendencję gdzie mówią, że objaw jest symbolem, objaw jest zastępczą formą wyrażania czegoś co iest wewnątrzpsvchiczne. Mamy przekonanie, że pacjent skupiający się na objawie odwraca uwagę od swoich rzeczywistych problemów. Jest to bardzo błędne przekonanie, ponieważ to obław fest w tym momencie na)ważnieiszy dla pacienta i leżeli my mu nie pomożemy z objawem doraźnie, natychmiast, to on pójdzie do kogoś innego, nie znajdzie powodu dla którego miałby do nas wrócić. W skrainych przypadkach musimy mu pomóc farmakologicznie (Jeżeli pacjent ma bardzo nasilony lęk, który mu:

uniemożliwia siedzenie pół godziny i skupienie się. --'.de najczęściej pomagamy pozwalając mu ten objaw przeżyć tu i teraz za zasadzie odreagowania. Jeżeli on ma lęk przed tym. że mu się coś stanie tu i teraz, że zemdleje, zaczyna szybko oddychać, to my uczymy go wyrównywania oddechu. Jeżeli ma trudności polegaiace na tym, że płacze (i kontroluje ten płacz), to my staramy się, żeby on płakał tu i teraz. Jeżeli ma bolę głowy, kłopoty ze snem. to proponujemy mu np. sposoby odprężenia przed snem, czy zmianę cyklu związanego z zasypianiem. Docenienie tego objawu i interwencja jest bardzo ważna.

na początku psychoterapii. ]eżeli są spełnione takie warunki , że pacient nabiera zaufania, ma okazje do odreagowania swoich bieżących napięć, lęków, złości, to działa tzw. placebo tzn. trochę tak jak magia, wiara i przekonanie, że to pomoże sprawia, że ob]awy ustępuią i wtedy pacjent mówi: pan jest cudotwórcą. Ale to nie iest moment kończenia psychoterapii.

Kiedy terapeuta zauważa, że pacienci coraz rządzie] mówią o sprawach związanych z objawami, a częściej zaczynają mówić o tym jakie jest życie obecne, czego doświadczyli. - to jest etap osiągania wglądu. Na tym etapie zmienia się aktywność terapeuty. Stosujemy takie techniki terapeutyczne jak kłaryfikacja, czyli metody oddziaływania napac]enta, które z jednej strony polegają na tym, żeby utrzymać lego uwagę na sprawach, o których on zaczyna mówić i są one trudne. Trudnym tematem dla pacienta )est tez lęk, wzrost zagrożenia, pacient stara się unikać, zmieniać temat. Zadaniem terapeuty jest powracanie swoimi pytaniami do tego, o czym pacjent zaczął mówić,. bądź o czym terapeuta uważa, że trzeba mówić.

Najczęstsza techniką stosowaną w tym etapie są interpretacje. Są one po to, zęby podać powody zachowania pacjenta (w szerokim znaczeniu, głownie jego reakcje emocjonalne), powody, które terapeuta uważa za właściwe. Np. pacjent opowiada historię, że skrzywdziła go matka. Jęto to umierająca matka i pacjent nie może do niej chodzić, bo ona powiedziała, że on ją męczy. Reakcja. która jest przez niego uświadamiana., to to, że taka odpowiedź matki oznacza, że ona go odrzuca, że chętniej rozmawia z jego bratem itd. Za tym idzie szereg różnych wspomnień, które on przytacza jako argument, że nawet na łożu śmierci ona go odrzuca tak jak wcześniej. Nasza interpretacja polega na tym, że on ma. złość do matki. Pacjent mówi. że jest mu przykro z tego powodu, a my widzimy, że jest. w nim dużo złości. Mv mówimy do niego: ta matka pewnie męczy się z tobą, bo ty pe.wn.ie czegoś od niej chcesz, że nie przychodzisz po to, żeby z ma być, ale by ci udowodniła, że. ty nie byłeś gorzej traktowany; więc być może nie zdajesz sobie sprawy z tego, że swoim zachowaniem prowokujesz matkę do wzrostu napięcia itd., czy żeby cię przeprosiła, czy żeby ci powiedziała, że cię skrzywdziła. Takich interpretacji iest zawsze mnóstwo i są bardzo różnorodne. My nigdy me wiemy dając interpretację czy ona jest praw^ziw^a. My to musimy sprawdzać poprzez sposób w jaki chory z, każdym razem reaguie na to co my mu podpowiadamy. Takie mterpretacie nie służą jeszcze do tego, żeby zdobywać nową wiedzę o sobie, ale temu. żeby pobudzać pacjenta do przypominania sobie takich zdarzeń, które zaprzeczaj ą j ego interpretacji To jest interpretacja bardzo zagrażająca i niemiła i pacjent brom się przed nią, i przypomina sobie te przykre rzeczy w relacjach z matką. Wtedy proces tłumienia staje się słabszy- to otwiera dostępność do tych przeżyć, które były szczególnie urazowe,

Te interpretacje różnią się w zależności od tego- jakie jest podejście terapeutyczne. Interpretacje psychoanalityczne, psychodynamiczne są głównie skupione na potrzebach pacjenta, na jego meuświadamianych chęciach do zachowań nieakceptowanych na poziomie społecznym. Mówimy głównie o j ego impulsach agresywnych, popędowych itd.

Na tym etapie treść interpretacji nie jest po to, żeby pacjent się ze mną zgadzał, ale żeby wyzwolić w nim silne reakcje emocjonalne, musimy wzbudzać emocje. Bardzo ważne jest, żeby

pacjent w procesie psychoterapii przeżywał tu i teraz w gabinecie w sposób prawdziwy jeszcze raz te emocje, które wyparł, albo którym zaprzecza. W związku z tym jest to eta dosyć uciążliwy dla pacjenta. Tu się wraca.jakby w sposób niekontrolowany do dawnych zdarzeń, przeżyć.

W terapiach humanistycznych nacisk jest położony na przeżywanie, te uczucia, których pacjent me chce są wzbudzane. Najbardziej istotna na etapie wgląd jest analiza doświadczeń życiowych, które były wyparte ze świadomości pacjenta, niezależnie od tego, czy przyjmiemy za czynnik wypierający mechanizmy obronne, czy zaprzeczanie, czy odwracanie uwagi. Dzięki temu pacient odreagowuje. Po co to jest? Jeżeli pacjent przeżywa to tu i teraz, to ma okazję doświadczyć, że to nie jest groźne. Np. jeżeli pacjent ujawnia złość do matki, ale nie może się złościć bo ona iest chora i byłby niedobrym synem, -i jeżeli dajemy mu okazję do przeżycia tego w czasie sesji terapeutycznej, to on doświadcza, że to jest przyzwolone i mc się z tym nie dzieje. Jeżeli wykrzyczy na mą tu wszystkie swoje złości, pretensje itd. . to kiedy pójdzie następnym razem do matki, to zupełnie inaczej będzie się czul. To jest doświadczenie ulgi, zmiana rodzaju reakcji. Po odreagowaniu uczuć człowiek ma wrażenie, że to me uczucia nim rządzą, tylko on sam może mmi kierować, z własnej woli kontroluje je. Na tym etapie dochodzi do powiedzenia sobie: moja matka była wredna, skrzywdziła mnie, a z drugiej strony powiedzenie sobie: aleja me chcę jej robić tego samego, bo mam swoje powody.

Psychoterapia nie jest miejscem, w którym uczymy ludzi jak żyć, co jest dobre, a co me. Jest miejscem, w którym pacient świadomie dokonuic wyborów dostosowanych do własnych potrzeb i możliwości. Pacjent mówi: moja matka mnie skrzywdziła, ale chcę się nią opiekować na starość. Nieświadomy wybór, który przyniesie konsekwencie w postaci objawów nerwicowych, napięcia itd., jest taki, że ja muszę kochać swoją matkę, bo niemożliwe żeby ona miała złe intencje itd. Jest to przymus, wbrew własnei woli. Ma się większą świadomość, możliwość dokonywania wyborów, Rogers mówił - większą możliwość doświadczania tego co jest dla niego dobre a co złe

W ramach kolejnego mechanizmu obronnego na etapie wglądu pacjenci mówią, że me warto wracać do tego. co się zdarzyło, to się zdarzyło i pacient me ma na to wpływu Mimo. ze się nie da tego odwrocie. Steils nazywa to asymilacją przykrych doświadczeń życiowych - zęby wkomponować w plan swojego działania to co się stało (także niedobrego), użyć energii, która była używana przede wszystkim do budowania nowych mechanizmów obronnych, systemu zaprzeczeń...... Psychoanalitycy

mówią- że celem osiągnięcia etapu wglądu iest odróżnienie tego co jest przeszłością od tego co jest teraźniejszością. Np. leżeli matka mnie skrzywdziła, to nie znaczy, ze każda kobieta jest taka sama. Uświadomienie, że to nie uczucia rzutulą na to jak ]a się zachowuje dzisiaj, sprawia, że ja już me muszę i mogę się od tego uwolnić Nie ma już we mnie lęku. bo zidentyfikowałem jego źródło,

W momencie odreagowania dawnych uczuć, przyglądaniu się przykrym, urazowym doświadczeniom, dochodzi do bardzo waznei rzeczy w strukturach (także poznawczych). W momencie, kiedy lęk. zestalę uiawniony. negatywne uczucia, które zniekształciliśmy doświadczenia życiowe, teraz iest dużo łatwiei dokonywać nowej oceny rożnych przekonań, które charakteryzowały struktury poznawcze chorego. Taka ocena dotycz)'" dawnych doświadczeń. Dochodzi się do wniosku, który jest trudny dla pacjenta Trzeba być bardzo ostrożnym i mieć świadomość co to znaczy dla pacjenta. Dochodzi do tego. że pacjent sobie odpowiada- ze było złe nie tylko dlatego że rodzice byli źli, nauczyciele, ale ja też swoim zachowaniem nieadekwatnym sprawiłem- że ludzie me mogli na mnie inaczej reagować. Jest to zmiana oceny samego siebie. Ta zmiana to nie jest poznawanie w sobie tylko negatywnych zachowań, ale też i pozytywnych zachowań własnych- poznawanie tego, co ja mogę zrobić, na co mnie stać. To ]est odróżnienie w sobie cech negatywnych (tym razem prawdziwych) od pozytywnych.

W pacjencie narasta potrzeba zmiany zachowań, ponieważ dochodzą do głosu potrzeby.. ujawnianie własnych potrzeb jest ledyna szansą, żeby |e zaspokoić.

Trzeba szukać alternatywnych rozwiązań, możliwości działania. Naigorsze )est to, kiedy pacjent nie ma poczucia wyboru. Pierwszym ćwiczeniem na etapie kiedy pacjent mówi, że by chciał cos zrobić w swoim życiu, jest szukanie co najmniej 3 rożnych możliwości, żeby rozwiązać problem. Każdy z tych sposobów musi być zanalizowany pod katem możliwości lego zastosowania. Jeżeli jest to możliwe, to pacjenci mają okazie zastanowić się co z tego wyniknie. To jest ważne- bo to uświadamia człowieka że to od niego cos zależy i jego wybór się liczy. Dokonując wyboru muszę zaakceptować wszystkie jego skutki.

W tym końcowym etapie psychoterapii ważJle jest uczenie pacjentów umiejętności, których się nie nauczyli. Typowa trudnością jaką mają pacjenci, szczególnie z zaburzeniami osobowości, jest brak

umiejętności słuchania i liczenia się z potrzebami innych ludzi. Om są skupieni tylko na sobie i swoich potrzebach. Taki pacjent się zmienL jeżeli nauczy się słuchać innych. Są ludzie, którzy nie posiadają umiejętności mówienia o swoich uczuciach ^ uczymy ich asertywności, zaszczepiamy na stres itp,

Zakończenie terapii jest większym problemem dla terapeuty niż dla samego pacjenta

Celem psychoterapii jest osiągnięcie 2 spraw:

1. ustąpienie lub zmniejszenie nasilenia objawów- i to powinno być sygnałem do zakończenia terapii

2. usunięta musi być bezpośrednia przyczyna - widzimy to. kiedy pacjent rozwiązuje swqie problemy na bieżąco, w takim sensie, że on nam mówi o tym co zrobił

Zostaje jeszcze jedna rzecz.: żeby dać pacjentowi szansę- zęby me wracały do mego stare nawyki, które prowadzą do powstania objawów Tę szansę daiemv pacjentowi w taki sposób, że po zakończeniu terapii dajemy pacjentowi okazję do spotkania się z terapeutą, a przy okazji jest to wizyta kontrolna.

historia wychowania psychologia cd ściągi e-pedagogika Ściągi na studia
Pedagogiczne Materiały na studia Pedagogika
Pedagogika, Historia Wychowania, Filozofia, Psychologia, Socjologia
Copyright (C) 2005-2006 Wszystkie prawa zastrzeżone by E-pedagogika.info